Z kontry wybudza się powoli z świąteczno-noworocznego snu, z lekkim poślizgiem życząc swoim czytelnikom wspaniałego i pełnego futbolowych emocji Nowego Roku. O to drugie w zasadzie można być spokojnym. Będzie się działo!
Zanim większość z nas zdąży się oswoić z poprawnym zapisem dat, w Angoli wystartuje XVII Puchar Narodów Afryki. Najważniejszy piłkarski turniej drugiego co do wielkości kontynentu, to niezmiennie pokaz lokalnego folkloru i radości zarówno na murawie, jak i na trybunach. Autor niniejszego bloga stoi w wyraźnej opozycji do utyskujących na termin i rangę turnieju klubowych włodarzy. Czy może być bowiem coś piękniejszego niż reprezentowanie barw swojej ojczyzny? Warto pamiętać, że w przypadku Afryki mistrzostwa kontynentu mają szczególny wydźwięk. Dla żyjących w skrajnym ubóstwie mieszkańców większości krajów, to często jedna z nielicznych okazji na odrobinę szczerej radości.

Cała Angola niecierpliwie czeka na 10 stycznia i mecz otwarcia z Mali
Ledwo afrykańscy zawodnicy zdążą powrócić do swoich macierzystych klubów, a już w europejskich pucharach i większości lig Starego Kontynentu rozpocznie się długi finisz skróconego sezonu. Skróconego, bowiem już w czerwcu Czarny Ląd ponownie znajdzie się w centrum zainteresowania. Po raz pierwszy w historii ugości on rywalizację o najcenniejsze trofeum piłkarskiego świata. Na nowoczesnych stadionach, pośród drażniących uszy telewidzów dźwięków vuvuzeli, afrykańskie drużyny spróbują nawiązać do sukcesu jedenastki Kamerunu, która w roku 1990 zaszokowała kibiców awansem do ćwierćfinału włoskiego mundialu. W Republice Południowej Afryki nie wystąpią co prawda Biało-Czerwoni, ale pojawi się wiele smaczków rekompensujących nieobecność naszej drużyny narodowej. Wystarczy napomknąć, iż oprócz absolutnego debiutanta (Słowacji), w Afryce zaprezentuje się aż siedem ekip, które w RPA dopiero drugi raz w swej historii wystąpią w Mistrzostwach Świata! Jak spiszą się drużyny afrykańskie? Na co stać hołdującą defensywie w wydaniu greckim Koreę Północną? Czy niedoceniany w Polsce Carlo Costly znów ucieszy kibiców w Hondurasie swoimi golami? Odpowiedzi na te i dziesiątki innych pytań poznamy już w drugim kwartale bieżącego roku.

Finał mundialu rozegrany zostanie na Soccer Park w Johannesburgu
Zgodnie z manifestem Z kontry, pojawiające się tu teksty nie będą traktować jedynie o PNA i Mistrzostwach Świata. Spodziewać się możecie notek podobnych do tych, które napotkaliście tu A.D. 2009. Tematów na pewno nie zabraknie. Od czasu do czasu brakować może natomiast czasu autorowi, dlatego pojawiać się mogą przerwy w ciągłości. Życzę zarówno Wam, jak i sobie, żeby było ich jak najmniej. A jeśli do nich dojdzie, oby po okresach bezczynności blog powracał w wielkim stylu, niczym… Leeds United!
Po blisko sześciu latach przerwy, o popularnych Pawiach znów można było usłyszeć na całym świecie. Wszystko za sprawą wyczynu, którego podopieczni Simona Graysona dokonali w minioną niedzielę na Old Trafford. W obecności 74526 widzów, trzecioligowcy pokonali Manchester United 1:0 na jego terenie, eliminując tym samym zespół Sir Alexa Fergusona z Pucharu Anglii już w trzeciej rundzie. Szkocki menedżer po raz pierwszy w czasie swojej, trwającej od 1986 roku przygody z Czerwonymi Diabłami, zaznał goryczki porażki na tak wczesnym etapie najstarszych pucharowych rozgrywek świata. Niech statystyki mówią dalej! Ostatni raz Leeds United ograł na wyjeździe Manchester United dnia… 28 lutego 1981 roku! Z czternastu kolejnych wizyt aż dziewięciokrotnie wracał pokonany, pięciokrotnie wyjeżdżając z remisem, zwykle szczęśliwym.
Wszystko za sprawą przebłysku geniuszu Jonathana Howsona i Jermaine’a Beckforda. Howson prawie 50-metrowym podaniem uruchomił swojego niezwykle skutecznego kolegę (król strzelców League One sezonu 2008/09). Beckford zachował zaś zimną krew, strzelając zwiódł Tomasza Kuszczaka i Wesa Browna, a następnie… utonął w objęciach kolegów z drużyny:
Złośliwi deprecjonować będą sukces Pawi, wskazując na brak w zespole Fergusona Cristiano Ronaldo i paru innych zawodników. Nieistotne. Po murawie w czerwonych koszulkach w dalszym ciągu biegali piłkarze warci krocie. Sam Wayne Rooney, który snuł się po boisku przez pełne dziewięćdziesiąt minut, wedle aktualnej wyceny wart jest więcej, niż cała drużyna Leeds razem wzięta. Niezależnie od przyczyn sensacji, dobrze się stało. I dla Leeds, i dla angielskiej piłki. Założona w 1918 roku drużyna z hrabstwa Yorkshire to bez wątpienia jeden z najbardziej utytułowanych angielskich klubów, spośród tych, występujących obecnie w niższych – niż Premiership – klasach rozgrywkowych. Do jego najważniejszych osiągnięć zaliczyć należy:
Kibice w Polsce kojarzą zawodników w białych strojach głównie z występów na arenie międzynarodowej. O ile o zwycięskich dla Leeds finałach Pucharu UEFA (1967) i Pucharu Miast Targowych (1971) oraz porażkach w decydujących meczach Pucharu Miast Targowych (1967), Pucharu Zdobywców Pucharów (1973) i Pucharu Europy (1975), pamiętają nieliczni, o tyle pamięć o wyczynie Pawi z przełomu wieków pozostaje wciąż żywa. W sezonie 2000/01 Leeds, zbrojny w asy pokroju Iana Harte’a, Lee Bowyera, Alana Smitha czy Marka Viduki, zapracował sobie na miano rewelacji Ligi Mistrzów. Zwycięski marsz Anglików powstrzymała dopiero w półfinałowym dwumeczu Valencia (0:0 i 0:3).

Piłkarze Leeds na swoim stadionie przed pierwszym meczem półfinału LM
Uważni kibice na powyższym zdjęciu dostrzegą zapewne dwóch zawodników, którzy zamienili z czasem białe trykoty Leeds na czerwone koszulki Manchesteru. Chodzi o Rio Ferdinanda (stoi jako drugi od prawej), czyli podporę obecnej defensywy Czerwonych Diabłów oraz blondwłosego Alana Smitha (pierwszy z lewej w dolnym rzędzie), który w latach 2004-2007 zaliczył średnio udaną przygodę z drużyną Fergusona. Patrząc z perspektywy czasu na ówczesny skład drużyny, nie trudno się dziwić, że prezentowany przez nią styl gry przemawiał do wyobraźni kibiców. Także tych polskich. To wtedy w naszym kraju powstawać zaczęły strony internetowe Leeds United – kopciuszka, który zabłysnął w elitarnym towarzystwie. O istnieniu Pawi do dziś przypomina też fragment przyśpiewki, którą usłyszeć można w wykonaniu kibiców Lecha Poznań:
Dał nam przykład Leeds United, jak zwyciężać mamy!
Dalsze losy Leeds to pasmo coraz to większych rozczarowań. Lawinę nieszczęść wywołał sensacyjny spadek z Premiership w sezonie 2003/04. Dwa lata później Pawie otarły się nawet o powrót o do elity (przegrany baraż o awans z Watfordem), ale w roku 2007 otrzymały kolejny cios. Znajdujący się w fatalnej kondycji finansowej klub, został ukarany przez angielską federację odjęciem 10 punktów, co poskutkowało relegacją do League One, czyli de facto trzeciej ligi. Ostatnie dwa sezony stały pod znakiem mozolnej odbudowy i ekonomicznej stabilizacji klubu. Początki były trudne. Kiedy na Leeds tuż po spadku do League One nałożoną kolejną karę w wysokości minus piętnastu punktów, wydawało się, że dalszy upadek jest tylko kwestią czasu. Zasłużonemu klubowi udało się jednak powstać kolan i pomimo tak dolegliwych okoliczności, wywalczyć awans do play-off o miejsce w drugiej lidze. W decydującym meczu Leeds nie sprostał jednak Doncasterowi (0:1) i zachował status III-ligowca. W poprzednim sezonie Pawie zajmując 5. miejsce ponownie stanęły przed szansą powrotu na drugoligowy front. Tym razem nie udało im się jednak sforsować nawet półfinałowej przeszkody (Millwall).
Dwukrotnie przegrane play-offy widocznie zmobilizowały ludzi Graysona. W tym sezonie od początku pewnie liderują w tabeli. Na półmetku rozgrywek Leeds ma już osiem punktów przewagi nad zajmującym drugą lokatę Norwich City. Wiele wskazuje na to, że tym razem Beckford i spółka wywalczą upragniony awans z pierwszego miejsca. Życzę Graysonowi i jego piłkarzom jak najlepiej. Jeszcze dekadę temu stadion Leeds przy Elland Road wymieniany był jednym tchem wśród najbardziej znanych angielskich obiektów. Jeśli fortuna sprzyjać będzie Pawiom, już w sezonie 2011/12 na boiskach Premiership może dojść do ligowego rewanżu za niedzielny mecz. Wcześniej trwać będzie przygoda zawodników Leeds z bieżącą edycją Pucharu Anglii. Udało się już im zaliczyć najtrudniejszy z możliwych testów. Ich sensacyjne osiągnięcie na Old Trafford zinterpretować można nieśmiało jako zapowiedź roku pełnego piłkarskich niespodzianek. Roku, w którym będzie się działo!









